Potwornie Prawdziwe pożegnanie.

10/02/2017



Przyszedł czas, by napisać tu kilka ostatnich słów.

Oficjalnie zakończyć ten rozdział. Przenosimy się do nowego miejsca, ale najpierw...

W końcu dojrzeliśmy do tego, aby odpuścić i zostawić Recenzjum za sobą. Nie ukrywamy, że przyszło to naprawdę łatwo, chociaż wcześniej sentyment nie pozwalał na porzucenie “dzieła naszego życia”. Ponieważ był taki czas, gdy ta strona napawała nas niejako dumą. Wspominaliśmy o niej w towarzystwie, towarzystwo chwaliło ją przed innymi, totalny fejm. Wow.

Po ponad 5 latach działalności, zamykamy Recenzjum.pl

Ostatni wpis i sytuacja w światku blogowo/wydawniczym tylko utwierdziły nas w przekonaniu, że czas najwyższy pakować walizki. Planowaliśmy to już od jakiegoś czasu.

Prawie milion wyświetleń, tysiące komentarzy, niemal tysiąc wpisów o książkach, grach, filmach i serialach. Setki współprac...

Te wszystkie “darmowe” egzemplarze, patronaty, wyróżnienia, nasze logo na okładkach, nasze opinie w książkach… Przez chwilę to dawało kopa do działania. Czuło się satysfakcję z tego wszystkiego, ale tak naprawdę to była jedna wielka ściema.

Taki już jest ten blogerski światek, że wszyscy sobie wchodzą w dupę, żeby być na dobrej pozycji.


  • Nie oszukujmy się. O książkach nie piszemy źle (no, czasem się zdarzy! - od święta), żeby nie urazić wydawcy (i autora), by przypadkiem nie przerwał z nami współpracy. Oczywiście, w tych kontaktach trzeba wylać ogromną ilość wazeliny, aby dostać to, czego się chce. Bo, nie ukrywajmy, inaczej wydawcy mają blogera w tyłku. Już dawno zaczęło nam to przeszkadzać, więc nie trafiały się mega-super-duper-nowości i nie mogliśmy budować ogromniastych wież z książków. Ach, co za peszek.
  • Kolejną sprawą jest kółko wzajemnej adoracji, gdzie wszyscy się lofciają i są mega profesjonalistami - do którego nigdy nie należeliśmy, bo nie jarały nas wzajemne polecajki, czy uprzejmości na siłę (no dobra, na samym początku braliśmy może udział w jakichś wyzwaniach, czy zabawach - och, my naiwni). Wszyscy od wszystkich kopiowali i udawali, że to jest ich oryginalny pomysł… Setki komentarzy na jedno kopyto, bez czytania posta, byle tylko zostawić swój ślad i link do bloga.  Do tego ciągłe gównoburze, gdzie ludzie bronili swojej opinii, jakby od tego zależało ich życie, jakby kogokolwiek to obchodziło.

  • Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że… część z was chyba w ogóle nie ma życia. Serio. Kilka recenzji w ciągu tygodnia - czytacie te książki 24h/dobę? Poza tym jakieś tagi, unboxingi… Ma się wrażenie, że niektórych świat kręci się tylko wokół tego - a w dodatku nawet na tym nie zarabiają. Ani grosza. Tylko książkę, najczęściej jeszcze z pieczątką “egzemplarz do recenzji” lub wydanie wstępne. Ok, niektórym to może pasuje.

Zastanawiamy się: co dało nam te 5 lat blogowania?

No, oczywiście z przerwami, bo nie obyło się bez wielomiesięcznych przestojów, by przestać rzygać na swój widok, po tym, co tu wyczynialiśmy. Po tym, co wyczytaliśmy na tych popularnych blogaskach. Po tym, czego oczekiwały od nas wydawnictwa. Generalizujemy, rzecz jasna, bo nie dotyczy to wszystkich.

Zuza: Mój hit to prośba o stworzenie rankingu 7 rzeczy, które chciałabym naprawić przed śmiercią. Czyli krótko mówiąc: ckliwy tekst o moim bardzo osobistych sprawach, aby promować książkę. Sory, ale nie tu. Nie dla takich odbiorców i już na pewno nie w takim celu.”

Alan: Ileż można wypruwać sobie flaki dla darmowych egzemplarzy? Ileż można pisać pieśni pochwalnych i zmuszać się do wymyślania zalet, które zachęcą kogoś do lektury? Po co czytać i dostawać książki, które są kiepskie i mało interesujące? Dosyć. I nie mówię, że było tak zawsze, od początku i że taki był cel. Nie. Bo głównym celem była frajda... ale tej już dawno próżno szukać. Dlatego trzeba było w końcu postawić tę ostatnią kropkę.”

Nie możemy napisać, że poznaliśmy tu wielu zajebistych ludzi, bo to nieprawda. Sory, ale można ich policzyć na palcach. Ale owszem, poznaliśmy super ludzi, w tym również zajebistą przyjaciółkę Aleksandrę, ale to tylko dlatego, że odwiedziliśmy spotkanie blogerów w Sopocie. W przeciwnym razie ona nigdy by tu nie trafiła, a my do niej.


Tak więc, żegnamy się z wami i dziękujemy za te wszystkie lata. Szczerze. Zarówno czytelnikom (tych prawdziwych jest garstka), jak i wydawcom (tych wartościowych okazało się niewielu). Ponieważ otworzyło nam to oczy na wiele spraw.


Nie kończymy historii z pisaniem.

Ponieważ nadal czujemy potrzebę tworzenia swojego miejsca w sieci, ale nie w ten sposób. Więc, gdybyście przypadkiem byli zainteresowani naszymi prawdziwymi myślami (tym razem tymi osobistymi i w pełni subiektywnymi, bo w końcu będzie na nie miejsce), to zapraszamy na http://potwornieprawdziwi.pl/  Skąd ta nazwa? To długa historia, która zaczęła się już w trakcie istnienia Recenzjum. Mniej więcej w okresie, gdy zaczęliśmy mieć mdłości podczas zaglądania do blogosfery.

W naszym pierwszym poście, w nowym zakątku, rozpisujemy się też trochę na temat Recenzjum, więc gdybyście akurat mieli chęć poczytać więcej szczerych przemyśleń, to zajrzyjcie: http://potwornieprawdziwi.pl/jak-zaczac-pisac-bloga-pierwszy-wpis/


I być może niektórym ten wpis wyda się żenujący, ckliwy i niepotrzebny. Super. Przynajmniej ktoś faktycznie pofatygował się, żeby przeczytać. A to już coś. Rzadkość nawet. Krok w dobrą stronę, bez względu na to, czy lektura pozostawiła po sobie niesmak, czy zainteresowanie i niemą zgodę z wypunktowanymi tu zagadnieniami.

Tak, czy inaczej.
Do zobaczenia gdzieś tam… w sieci.

Zobacz także:

0 komentarze