"Losing Hope" to historia znana czytelnikom z "Hopeless", jednak tym razem przedstawiona z punktu widzenia nie Hope, ale Deana Holdera. Z początku - na długo przed sięgnięciem po tę książkę - myślałam, że taki zabieg jest bezsensowny. Że to tylko kolejny sposób napełnienia kieszeni autorce. "Hopeless" wśród czytelników przyjęło się znakomicie, a dla mnie osobiście jest to najlepsza książka, jaką miałam przyjemność czytać w 2014 roku, więc jaka nie byłaby kolejna część, to i tak bym po nią sięgnęła. Ku mojemu zaskoczeniu, okazało się, że "Losing Hope" jest zupełnie inne, niż sobie wyobrażałam...
Premiera: 18 czerwca 2014
Książka ta oczarowała i poruszyła mnie do tego stopnia, że właściwie nie wiem co o niej napisać. To ten typ powieści, których jednocześnie nie chce się kończyć, a z drugiej strony pragnie się poznać ich zakończenie. "Hopeless" tak mnie wciągnęła, że praktycznie nie chciałam się z nią rozstawać. Byłam gotowa czytać podczas codziennych obowiązków, podróży autobusem i mało brakowało, a czytałabym ją podczas spaceru z moim psem. Nie byłam nawet w stanie odłożyć jej na półkę nie zapoznawszy się z "podziękowaniami", czego nigdy nie robię. Wszystko, byle tylko odwlec zakończenie tej cudownej powieści! Już dawno żadna książka tak na mnie nie zadziałała.
Książka ta oczarowała i poruszyła mnie do tego stopnia, że właściwie nie wiem co o niej napisać. To ten typ powieści, których jednocześnie nie chce się kończyć, a z drugiej strony pragnie się poznać ich zakończenie. "Hopeless" tak mnie wciągnęła, że praktycznie nie chciałam się z nią rozstawać. Byłam gotowa czytać podczas codziennych obowiązków, podróży autobusem i mało brakowało, a czytałabym ją podczas spaceru z moim psem. Nie byłam nawet w stanie odłożyć jej na półkę nie zapoznawszy się z "podziękowaniami", czego nigdy nie robię. Wszystko, byle tylko odwlec zakończenie tej cudownej powieści! Już dawno żadna książka tak na mnie nie zadziałała.

