Wielka szkoda, że nie udało mi się obejrzeć drugiej części "Hobbita" wcześniej, choć z drugiej strony - dzięki temu znalazłem czas, by odświeżyć sobie pierwszą część tej nowej trylogii Jacksona. I była to dobra decyzja, bo w "...Niezwykłej podróży" działo się tak wiele, że o niektórych wydarzeniach po prostu już zdążyłem zapomnieć. Głownie dlatego, że P.J. w znacznej części zmodyfikował tę oryginalną fabułę Tolkiena. Nad trafnością jego zabiegów można długo dyskutować, ale wspomnę o kilku takich, które według mnie były niepotrzebne lub też i takich, które całkiem dobrze wypadły. Na pewno dało się mocno we znaki to, że seans kinowy (2D z napisami) odbywał się w bardzo późnych godzinach, a do domu wróciłem dopiero po północy...
Już w grudniu roku 2013 na ekrany kin weszła druga część najnowszej produkcji Petera Jacksona, czyli "Hobbit. Pustkowie Smauga"! Nie mając jednak do tej pory możliwości na wybranie się do kina, postanowiłem obejrzeć jeszcze raz poprzedni film, czyli "Hobbit. Niezwykła podróż". Kinową wersję widziałem zaraz po premierze, ale uznałem, że dobrze byłoby sobie tę produkcję odświeżyć i przejrzeć na spokojnie w zaciszu domowym. Jako fan zarówno twórczości Tolkiena, jak i filmowej trylogii "Władcy Pierścieni" nie będę może zbyt obiektywnym widzem w tym przypadku. Nie uważam jednak "Hobbita..." za majstersztyk kinematografii z dziedziny fantasy, w przeciwieństwie do "Władcy..." i kilka mankamentów na pewno wytknę. Zapraszam zatem :)


