Czasem ma się ochotę na długą, wciągającą i wymagającą rozgrywkę, a czasem po prostu chce się wyciągnąć na stół krótką, szybką i zabawną gierkę w gronie znajomych. Do miana takiej właśnie gry zaliczać się może Voodoo od FoxGames.
Krótki opis:
Jest to gra karciana - a w zasadzie lepiej pasowałoby tu określenie: imprezowa - dla 2 do 6 graczy w wieku od 7 lat. Czas rozgrywki oscyluje w granicach 20 minut. I jak to w przypadku tego typu produkcji bywa - im większa ilość osób, tym większa frajda.
Zawartość pudełka:
W pudełku niewielkich rozmiarów znajdziemy krótką i dobrze napisaną instrukcję oraz 6 kart pomocy i 91 dwustronnych kart voodoo (na każdej widnieją cztery różne przedmioty w czterech różnych kolorach). Tylko tyle i aż tyle! Bowiem ten kompaktowy zestaw wystarczy nam na kilkanaście do kilkudziesięciu minut świetnej zabawy.
Cel gry:
Jest prosty. Chodzi o ja najszybsze pozbycie się wszystkich kart voodoo, jakie mamy w swoim stosiku (ich ilość zależna jest od liczby graczy). Rozgrywamy trzy rundy, a następnie podliczamy punkty. Wygrywa ta osoba, która uzbierała ich najmniej.
Przygotowanie do gry:
Każdy z graczy otrzymuje swoją kartę pomocy, na której widnieją wszystkie możliwe elementy i kolory występujące na kartach voodoo. Dostaje także swój pakiecik niniejszych kart, kolejno: w grze 2-osobowej: po 45, 3-osobowej: po 30, w 4-osobowej po: 22, w 5-osobowej po: 18 i w 6-osobowej po: 15 kart.
Opis rozgrywki:
Rozgrywkę rozpoczynamy z trzema kartami w ręku, reszta pozostaje w naszym stosiku. Na środek stołu wyrzucana jest losowa karta voodoo, a następnie każdy z graczy stara się jak najszybciej znaleźć symbol i kolor, którego na niej brakuje. Dajmy na to, że jest to: czerwona butelka. W takim wypadku na kartach trzymanych w ręku staramy się odnaleźć właśnie taki przedmiot w dokładnie takim kolorze i szybko wyrzucamy go na stół, dobierając kolejną kartę na rękę. Następnie na tej wyłożonej właśnie nowej karcie staramy się odnaleźć brakujący symbol i kolor (w dowolnym momencie możemy wymienić nasze karty w ręku na te, które są w naszym stosiku). Postępujemy w dokładnie taki sam sposób, jak wcześniej opisano. Runda kończy się w momencie, gdy któryś z graczy bierze do ręki ostatnią swoją kartę. Za każdą kartę, która pozostała w ich ręku lub stosiku gracze otrzymują po 1 punkcie karnym.
Opinia:
Voodoo jest idealną pozycją na posiadówy w gronie znajomych, gdy gadka nie do końca się klei i zaczyna robić się niemrawo. Szybka partia i towarzystwo momentalnie ożywa. Oczywiście, nie jest to gra przeznaczona dla wszystkich bez wyjątku. Są ludzie, którzy będą się przy Voodoo świetnie bawić i są też tacy, którzy bakcyla nie złapią, bądź też po prostu nie dla nich są tego typu gierki imprezowe - sporo osób ma problem z szybkim ogarnianiem sytuacji na stole i pozbywaniem się swoich kart. Trzeba wziąć to pod uwagę, że nie wszystkim będzie dobrze szło i gra im się spodoba.
FoxGames wydało już sporo ciekawych tytułów, a Voodoo jest bez wątpienia grą stricte skierowaną do ludzi, którzy wolą szybkie rozgrywki w większym gronie, przy których nie trzeba opracowywać skomplikowanej taktyki i głowić się nad każdym kolejnym ruchem.
Pudełko wykonane jest solidnie, a wymiary są niewielkie, zatem nie ma kompletnie żadnego problemu, żeby gierkę wrzucić do torby i zrobić niespodziankę przyjaciołom. Instrukcja jest krótka, okraszona przykładami, więc wszyscy w lot pojmą o co dokładnie chodzi. Karty wykonane są porządnie, a grafiki prezentują się bardzo dobrze. Ocena wizualna zatem jak najbardziej na plus w tym wypadku.
Gra jest dobra zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Nie ma żadnych przeciwwskazań, żeby ten tytuł wyciągnąć na stół i w rodzinnym gronie; dajmy na to - po obiedzie. Trzeba się jednak liczyć z tym, że maluchy nie będą w stanie nadążyć za szybkim tempem gry i nie będą miały szans w starciu z dorosłymi.
My bawiliśmy się całkiem dobrze przy Voodoo, ale jesteśmy jednak z tych, którzy wolą ogrywać dłuższe i bardziej skomplikowane gry w gronie znajomych. A może po prostu nie jesteśmy w tego typu starcia na refleks zbyt dobrzy? ;)
Tytuł: Voodoo
Gatunek: Gra karciana / imprezowa / na refleks
Wydawca: FoxGames
Ilość graczy: 2-6
Rekomendowany wiek: 7+ (naszym zdaniem dzieci w tym wieku mogą mieć jednak problemy)
Ocena: 7/10
W tym roku, po raz czwarty, część z was zzielenieje z zazdrości. Tylko część, ponieważ z resztą spotkamy się w Sopocie na - już dorocznym - spotkaniu blogerów, pisarzy i ogólnie ludzi pełnych COOLtury. Gdyby ktoś przeoczył i nie widział o co chodzi, to zapraszam do postów z poprzednich trzech edycji.
- Pierwsze spotkanie >Tutaj<
- Drugie spotkanie >Tutaj<
- Trzecie spotkanie >Tutaj<
Nie będę się rozwodzić na temat jak uwielbiam to spotkanie, jacy wspaniali są ludzie i panująca tam atmosfera. O tym poczytacie, po raz kolejny (!), w relacji z czwartego spotkania.
Skoro już wiecie o co chodzi i dlaczego warto się pojawić, to mam dla was rewelacyjną informację - zostało jeszcze kilka wolnych miejsc, więc nie wiem na co jeszcze czekacie.
Oficjalne zaproszenie na spotkanie:
Mamy przyjemność zaprosić blogerów i blogerki piszących o literaturze, aktywnie komentujących te blogi oraz autorów i autorki, czyli tworzących literaturę, o której piszemy, na czwartą edycję corocznych spotkań nad morzem! Widzimy się 9 lipca w Sopocie (a jakże inaczej!), w marynistycznych wnętrzach Mesa Restaurant. Patronat nad wydarzeniem objął Literacki Sopot
Zobaczcie, jak było rok temu, relacje na blogach pomysłodawczyń spotkań, Beaty i Bookfy:
http://cowartoczytac.blog.pl/tag/ a-moze-nad-morze-z-ksiazka/
http://bookfa.blox.pl/2015/07/ Spotkalismy-sie-juz-po-raz- trzeci.html
UWAGA:
Liczba miejsc jest ograniczona, dlatego prosimy o przesłanie do końca czerwca wiążącego zgłoszenia udziału na maila: sopockiespotkania@gmail.com. Udział bezpłatny. Pamiętajcie, że decyduje kolejność zgłoszeń.
W mailu prosimy o podanie:
* imię i nazwisko,
* adres(y) strony www (bloga, kanału youtube, instagrama etc.) lub nicka komentującego (w przypadku zgłoszeń od czytelników blogów)
* numeru kontaktowego do siebie (będzie znany tylko głównym organizatorkom na wypadek jakichkolwiek nieprzewidzianych sytuacji)
Spotykamy się 9 lipca o godz. 13:00 w Mesa Restaurant (ul. Hestii 3, Sopot). Mesa zapewnia widok na morze oraz dobrą kuchnię dla głodnych nie tylko literackich wrażeń (sprawdźcie menu), miasto Sopot - dużo słońca, sponsorzy – książkowe upominki, a my – organizatorki – program sprzyjający bliższemu poznaniu się i upolowaniu fajnych tytułów podczas wymiany książkowej. Oprawę fotograficzną zapewni nam Kaja Balejko Photography (zobaczcie jej zdjęcia!). Szykujemy również niespodzianki, ale o nich więcej napiszemy wkrótce.
Teraz, skoro już wszystko jasne - nie dajcie się prosić i ślijcie zgłoszenia na spotkanie, dopóki są jeszcze miejsca. :)
Koniecznie napiszcie z kim widzimy się w Sopocie!
Makaron z tobą! Nazywam się Jon Spaghetti i jestem superbohaterem z internetów. Przybyłem, ażeby was nauczać! O komiksach w sensie... I ten, teges.. zapraszam na moją stronę i fejsa - tam możecie dowiedzieć się o mnie więcej i wziąć udział w konkursie :P
Spaghetti bolognese! Nadszedł wreszcie czas na kilka słów odnośnie komiksu pod tytułem “Lis” od Wydawnictwo Sol Invictus. Jak złote zasady omawiania prawią - omawiać należy zawsze od początku... Zatem i ja rozpocznę od zeszytu #1, zatytułowanego “Powrót do domu”.
Spaghetti bolognese! Nadszedł wreszcie czas na kilka słów odnośnie komiksu pod tytułem “Lis” od Wydawnictwo Sol Invictus. Jak złote zasady omawiania prawią - omawiać należy zawsze od początku... Zatem i ja rozpocznę od zeszytu #1, zatytułowanego “Powrót do domu”.
![]() |
| Przepraszam za moje tłuste ślady paluchów na okładce... Po prostu długo tuliłem komiks do twarzy i płakałem ze szczęścia. |
Z Lisem znamy się już sporo czasu (w zasadzie z jego twórcą, scenarzystą i agentem specjalnym: Dariuszem Stańczykiem), więc nikogo dziwić nie powinno, że od samiuśkiego począteczku ślinka ciekła mi na komiksowe przygody tego rudego gościa. Jak tylko finanse pozwoliły - zakupiłem od razu wszystkie trzy zeszyty z Lisem i połknąłem całość w tempie ekspresowym. Obiecałem, że jak przeczytam, to i napiszę kilka zdań o moim lisim znajomku, co by może ktoś się zainteresował, bo przecież... no właśnie, czy warto?
![]() |
| Bardzo proszę bez podtekstów, tutaj oczywiście chodzi o wora ze zrabowanymi dobrami. |
Kim jest Lis? Nie chciałbym na pewno zdradzać jego tożsamości wszystkim, którzy komiksu nie znają... Bo ci, którzy czytali, wiedzą doskonale, że Lis jest dość młodym (rudy!, to pewnie nie ma duszy), przeciętnym gościem z Polandii, który wyemigrował za gramanicę za chlebem i złapał fuszkę w angielskim instytucie genetyki. Tam też wydarzyły się pewne... things... które odwróciły jego życie o 360... nie, chwila!... 180 stopni. W życiu każdego superbohatera nadchodzi bowiem taki moment, w którym oto właśnie zostaje on superbohaterem (damn, ale mądrość teraz poszła!). No i w życiu (prawie)każdego emigranta, który wyjechał do pracy, nadchodzi taki moment, kiedy to wraca w rodzinne strony. A jako, że nasz lisi friend mieszkał wcześniej w Warszafce, to też właśnie do tego miasta powraca. Lis marnotrawny. Stolica - ach! jakże piękna i prosperująca! - akuratnie potrzebuje kogoś, kto zaopatrzony jest w jakieś dodatkowe supermoce (dupy nie urywają, ale zawsze...), bo ewidentnie w mieścinie zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Jeśli w ogóle tak można określić fakt, że na ulicy giną ludzie i po dachach skacze sobie radośnie przepakowany gościu, który w dupie ma wymiar sprawiedliwości. A nie, chwila! On sam wymierza sprawiedliwość według własnego uznania. Spoko koleś, propsuję, wjedź tam na Wiejską na chwilę, co?
Ekhem, co to ja miałe... Czy ja właśnie za dużo opowiedziałem o pierwszym zeszycie Lisa, co? Kurde, no bo tak to właśnie się dzieje, jak nikt mnie nie pilnuje! W każdym razie, ten... Lis to jest całkiem interesujący superbohater from Polandia, którego przygody mnie ogromnie wkręciły i aż mi szkoda, że w Internetach nie można codziennie czytać o jego nowych poczynaniach. Ale jakoś chop żyć musi, to komiksy sprzedaje, co nie? Mam nadzieję, że kiedyś i ja chociaż pół, albo trzy czwarte komiksu komuś sprzedam. Znaczy swojego, bo Lisich to nie oddam, wara mi!
![]() |
| Taaa... Wiem, że jakość moich zdjęć nie powala... Ale czy w złej jakości nie tkwi prawdziwe piękno? Nie...? Ok. |
Generalnie trzeba powiedzieć, że komiks, choć krótki dość (bo to zeszytówka), to jednak sporo się w nim dzieje. Ciekawe dialogi, wciągająca fabuła, świetne rysunki - a kolory to już w ogóle miazga!, no i generalnie wszystko jest bardzo na plus i po numerze pierwszym aż ciężko się oderwać, żeby na przykład wyjść z psem... Zawsze można spuścić go na sznurkach przez balkon, co by się sam wyprowadził i wrócić do lektury drugiego numeru Lisa, co i ja z największą przyjemnością chyba zaraz zrobię po raz kolejny.
Na dzisiaj to tyle o rudzielcu from Warsaw, bo i tak za bardzo mi się język rozwiązał. Generalnie bardzo polecam i mam nadzieję, że nas kolejna zima nie zastanie do czasu, aż napiszę teksty odnośnie części #2 i #3... A tak w ogóle, to na Pyrkonie dorwałem zeszyt #4!
Oceniam Lisa #1 na soczyściutkie 9/10 misek spaghetti.
Dlaczego tak mało, pytacie? Zostawiam sobie 1 miskę na zapas, co by nie paść z głodu, no i przywalić ją przy okazji ‘recenzji’ kolejnych zeszytów! :D
Interesujecie się komiksami? Jeśli tak, to zapraszam tam, gdzie jestem najczęściej, czyli na fejsy. Wystarczy, że klikniecie w poniższą grafikę i przeniesie was prosto do mnie :) Do zobaczenia!
Interesujecie się komiksami? Jeśli tak, to zapraszam tam, gdzie jestem najczęściej, czyli na fejsy. Wystarczy, że klikniecie w poniższą grafikę i przeniesie was prosto do mnie :) Do zobaczenia!
Cześć!
Kompletnie nie wiem od czego zacząć po tak długiej przerwie... Przede wszystkim bardzo miło mi, że mimo iż nic nie było wrzucane na stronkę to i tak nie umarła ona śmiercią naturalną. Fajnie, że nadal tu wchodziliście, statystyki nie kłamią!
Kolejna sprawa to - nie było mnie bo miałam przez kilka ostatnich miesięcy dość intensywny okres w życiu, w pracy, do tego zachorowałam i wszystko miałam w d... nosie. Brak siły, brak chęci żeby robić coś więcej niż tylko oddychać (w króciutkich przerwach między pracą, badaniami, lekarzami i czasem szkołą). A kiedy czułam się lepiej to nie mogłam marnować tego czasu na siedzenie przed kompem.
Kilka razy wydawało mi się, że pora wrócić i nawet chwilami miałam do tego zapał, ale jednak zawsze coś mnie powstrzymywało. Nie potrafię określić jak to będzie teraz, ale zaczęło mi brakować tego całego pisania, wyrażania swojej opini, bycia blogerem. Wiem już na pewno, że nie do końca podobało mi się to jak było to prowadzone wcześniej.
Nie
chcę być przez wszystkich kojarzona tylko i wyłącznie z książkami,
szufladkowana jako ktoś kto ciągle siedzi pod kocem i czyta. Ja nie
mam świra na punkcie książek, nie wącham ich, nie czytam po nocach, nie
tworzę wyimaginowanych związków z fikcyjnymi bohaterami i nie robię tych
wszystkich innych rzeczy, którymi szczycą się książkoholicy. Nie
myślcie sobie, że uważam to za coś złego, ale ja taka nie jestem.
Oczywiście lubię czytać, układać je na półkach... Ale kiedy w dniu moich
urodzin otrzymałam życzenia tony książek, książek i jeszcze raz
książek... To zrozumiałam, że coś tu nie gra. Nie samymi książkami żyję. To nie jestem ja.
Brzmi to trochę jakbym nie miała już pisać o książkach, ale tak nie jest. Będę o nich pisać, całą prawdę, moje odczucia, ale nie tylko o nich. Nie będą to codziennie posty, bo nie czytam XX książek w miesiącu, robię różne inne rzeczy. I właśnie o tych różnych innych rzeczach, między innymi, chciałabym pisać. Spojrzałam na wszystko z dystansu i nabrałam nowego podejścia do wielu spraw, mam nadzieję, że będziecie chętni by poczytać o tym co mam do powiedzenia.
Samobójstwo to bardzo trudny temat. Chyba jeszcze trudniejszy niż śmierć, na którą nie mamy wpływu. Decyzja o samobójstwie to świadomy wybór. Co prawda, spowodowany przeróżnymi sytuacjami, ale to wciąż wybór. "Program. Plaga samobójców" skupia się właśnie na tej tematyce, tyle że decyzja o odebraniu sobie życia nie jest świadoma, to przez ciężką chorobę, plagę, która zbiera żniwo wśród młodzieży.
Czy jest ktoś, kto nie zna choć jednej przygody dzielnych Galów? Czy znajdzie się choć jeden, kto nie słyszał o Asteriksie, Obeliksie i... Idefiksie? Nie? To było do przewidzenia... Nic więc dziwnego, że gra z tymi kultowymi bohaterami z dzieciństwa od razu nas zainteresowała i trafiła na nasz stół. Zapraszamy do dalszej części tekstu, żeby sprawdzić zasady gry oraz przeczytać o naszych wrażeniach!
Cała Galia podbita przez Rzymian. Cała? Nie! Jedna jedyna osada zamieszkana przez nieugiętych Galów wciąż stawia opór najeźdźcom i uprzykrza życie legionom stacjonującym w obozach Rabarbarum, Akwarium, Relanium i Delirium.
Cała gierka mieści się w niewielkich rozmiarów kwadratowym pudełeczku, wykonanym z twardego kartonu. Wszystko na pierwszy rzut oka wygląda bardzo solidnie.
Wewnątrz znajdziemy:
Wewnątrz znajdziemy:
- instrukcję do gry
- 12 (dwustronnych) kart lokacji
- 5 pionków z podstawkami (Asteriksa, Obeliksa, Panoramiksa, Falbalę i Wodza)
- żeton wioski
- 25 żetonów z hełmami rzymskich legionistów
Asteriks Wielka Wyprawa skierowany jest głównie do młodszych graczy, zatem nic dziwnego, że same zasady nie są zbyt skomplikowane. Gra przeznaczona jest dla 2-5 graczy w wieku powyżej 5 lat.
Przygotowanie gry:
Tasujemy nasze karty z lokacjami i układamy je wszystkie obok siebie w taki sposób, aby utworzyły zamknięty okrąg. Żeton z ilustracją wioski układamy obok wybranej karty lokacji, przez co staje się ona naszym polem startowym - naszą wioską. Układamy żetony hełmów w zasięgu ręki, każdy wybiera dla siebie pionek z bohaterem i możemy zaczynać.
Cel gry oraz jej przebieg:
W grze chodzi o to, by zdobyć jak najszybciej 5 żetonów z hełmami i dostarczyć je do wioski, bądź wykonać 8 rundek dookoła. Każdy w swojej turze ma do wykonania dwie czynności:
1. Obrócić jedną, wybraną przez siebie, kartę lokacji znajdującą się między nim, a graczem stojącym za nim.
2. Przejść na najbliższe pole z ilustracją taką, jaka widnieje na właśnie obróconej karcie.
Zasadniczo więc rozgrywka polega głównie na dobrym zapamiętywaniu i kombinowaniu tak, by jak najszybciej minąć pole startowe (za co właśnie otrzymujemy hełm), a później znaleźć się z powrotem we wiosce (co nie jest zawsze tak proste, jak się może wydawać).
Oczywiście jest kilka dodatkowych zasad takich jak stawanie na tym samym polu, co przeciwnik, możliwość stawania zaraz za nim, blokowanie jego ruchu, itp.
Opinia:
Sama oprawa graficzna jest wykonana bardzo estetycznie i nasi Galowie są żywcem przeniesieni z bajek, bądź komiksów. Instrukcja jest krótka i dość przejrzysta, a zasady można szybko opanować. Wszystko jest solidne i świetnie się prezentuje, a do tego pudełko można zabrać ze sobą wszędzie - bo jest naprawdę niewielkie.
Asteriks Wielka Wyprawa należy do gierek całkiem przyjemnych i dość szybkich (sugerowany czas na pudełku wynosi 30 minut, ale partie trwają ok 15), jednak szybko może się znużyć. Nie dzieje się tu za wiele i każda rozgrywka wygląda praktycznie tak samo (różni się tylko rozkład kart).
Jest to jednak fajna pozycja szczególnie dla maluchów, na chłodne jesienne wieczory spędzone z rodzicami w domu. Można rozegrać szybką partię w mniejszym lub większym gronie (2-5 osób) zamiast odpalać telewizor, bądź też zrobić sobie rozgrzewkę przed jakimś większym tytułem - co testowaliśmy niejednokrotnie i polecamy.
Tytuł: Asteriks Wielka Wyprawa
Gatunek: Gra planszowa / rodzinna / dla dzieci / memory
Wydawca: Egmont
Ilość graczy: 2-5
Rekomendowany wiek: 5+
Ocena: 6/10
Galeria zdjęć:
Galeria zdjęć:
![]() |
![]() |
![]() |
Tajemny ogień” to kolejna historia stworzona przez autorkę
serii „Wybrani” - C.J. Daugherty.
Jednak tym razem Daugherty nie działała sama, a w duecie z Cariną
Rozenfeld. "Tajemny ogień" to pierwszy tom nowej serii. Ma ona bardzo
podobny klimat i tak jak poprzednia, skierowana jest raczej do starszej
młodzieży.
Epikbox to box subskrypcyjny, który polega na tym, że
raz na 3 miesiące można zamówić tajemnicze pudło, w którym
zawsze znajduje się jakaś nowość książkowa i 3-5 gadżetów książkowych. Jest
to książkowa odpowiedź na przeróżne kosmetyczne
boxy, a także polska odpowiedź na OwlCrate.
O Epikboxie było głośno już w lipcu, kiedy to
pierwszy box dotarł do subskrybentów. Przyznam, że od początku byłam do
niego sceptycznie nastawiona, niby byłam ciekawa tej całej inicjatywy,
ale z drugiej strony jakoś nie czułam tego klimatu.
Mimo wszystko postanowiłam zamówić kolejnego boxa, który miał ukazać się w
październiku - 50 parę złotych, raz na trzy miesiące, to nie jest jakiś
majątek, zwłaszcza jeśli samemu się zarabia.
Zamówiłam go pod wpływem chwili, chociaż
wiedziałam, że książka, która się tam ukaże jakoś specjalnie mnie nie
zainteresowała (tzn. na 80% byłam pewna, że to ta). I w końcu poczułam
ten klimat, całe oczekiwanie na Epikboxa, wkręcenie się
w to, że będzie taki super, wow, wszyscy się cieszą, bo będzie
wyjątkowy i niezapomniany… Podążyłam za falą tłumu, aż zgubiła mnie
ciekawość… Trzykrotnie.
Błąd numer jeden: śledzenie epikboxowych dyskusji, przez co dowiedziałam się jaka książka będzie w środku.
Błąd numer dwa: śledzenie postów epikboxowych i nastawienie się na coś „niezapomnianego”.
Błąd numer trzy: przeglądanie zdjęć epikboxów, przed odpakowaniem swojego.
Pierwsze zdjęcia boxa mnie rozczarowały, przez co
radość z otwierania własnego pudła była znikoma. W sumie nie chodziło
nawet o samą zawartość, tylko o to, że nagle czar prysł i okazało się, że w boxie nie ma magicznych artefaktów! Bo to
dzięki tej magii wszyscy tak bardzo się cieszyli z zawartości pudła!
Cały Epikbox, do chwili otwarcia powinien być tajemnicą,
tylko wtedy posiada magiczne właściwości i jest odpowiednio użytkowany!
W końcu po „ochłonięciu”, bądź też odpuszczeniu
złego uroku, który był karą za ciekawość, zawartość boxa została przeze
mnie doceniona. Od początku miałam nadzieję, że będzie w paczce kubek,
no i w sumie byłam tego prawie pewna, bo skoro
w pierwszej była torba, to co innego mogłoby być w drugim? (rozumie
ktoś mój tok myślenia?:P). Jednak, gdy zobaczyłam go na zdjęciach, to
nie urzekł mnie… Dopiero, gdy miałam go w swoich rękach, to zobaczyłam w
nim to „coś”.
Notes od początku wydawał mi się zeszycikiem, co
było powodem mojego ogromnego rozczarowania. Dopiero po rozpakowaniu go z
foli okazało się, że to nie jest zwykły notesik! To naprawdę
przemyślany gadżet recenzenta książkowego!
Niestety jeśli chodzi o ołówki, to dla mnie jest to
całkowity nie wypał, bo ich po prostu nie będę używać. Podejrzewam, że
miał być to komplet do notatnika, ale pisanie ołówkiem, przynajmniej w
moim przypadku, jest nieczytelne. No, ale
trudno, może przekaże je komuś innemu, a jeden zachowam sobie na
pamiątkę?
Reszta zawartości epikboxa to zakładki, rabat na zakup. Trochę szkoda, że było żadnego fragmentu nowej książki, czy też plakatu – tak jak w pierwszym boxie. Miałam też nadzieję na zakładkę magnetyczną, bo zapomniałam ją zamówić sobie, dosłownie przypomniałam sobie o niej w chwili, gdy przelałam kasę. No, ale trudno, wykorzystam kartę rabatową i zamówię sobie jakieś.
Ogólnie mimo mieszanych uczuć, to box jednak mi się
spodobał, tak ostatecznie. Kubek i notesik są fajne, książkę
przeczytam, może wymienię na inną. Żałuję, że nie było to takie super
przeżycie i ten pierwszy raz wypadł trochę słabo, ale
wierzę, że w styczniu, bo wtedy wychodzi kolejny box, będzie już
lepiej. Nie dam ciekawości popsuć zabawy, także nie mówcie mi co w nim
będzie! Wyłączam się ze wszystkich dyskusji, spekulacji!
Jak się wam podoba październikowy Epikbox? Zamawiacie styczniowy?
„Fakty do kupy” wydane przez wydawnictwo Pascal nie
są typową książką. Jest to zbiór 1003 ciekawostek do przetrawienia na osobności. Występują w sześciu różnych kategoriach.
Szczur to najlepszy przyjaciel człowieka - Szczurynki. Szczurzy żywot w opowiastkach i obrazkach - Olga Gromyko
07 października
W chwili, gdy dowiedziałam się o istnieniu
„Szczurynek”, książki która w zabawny sposób opowiada o codziennym
życiu z ogoniastymi pannami, to po prostu wiedziałam, że muszę ją
przeczytać. Nie było innej opcji!
Jeśli jesteście ciekawi co w ostatnim czasie trafiło do mojej biblioteczki, to serdecznie zapraszam!

„Co, jeśli…” to kolejna książka Rebeccki Donovan, autorki trylogii „Oddechy”, która podbiła serca wielu czytelników. Tak się składa, że moje niespecjalnie, a więc wspomnianą trylogię skończyłam na pierwszym tomie. Mimo to, postanowiłam dać jej drugą szansę i zapoznać się z „Co, jeśli…”, która, jeśli chodzi o historię, to nie ma nic wspólnego z „Oddechami”.
„Po Zmierzchu” to trzeci, finalny, tom trylogii
„Mroczne umysły” - autorstwa Alexandry Bracken. Seria opowiada o losach
dzieci dotkniętych chorobą OMNI, która sprawia, że posiadają nietypowe
umiejętności. Dzieci są klasyfikowane ze względu
na psioniczne zdolności, które posiadają i zostały powszechnie
uznawane za zagrożenie dla ludzi.
Znam sposób, by książki, gry, komiksy, gazetki,
kosmetyki, a nawet chipsy dostać za darmo! I to kompletnie się przy tym
nie wysilając! Chcecie wiedzieć jak to możliwe?
W ostatnich dniach na półki sklepowe trafiła
gra „ROAR! Łap potwora” wydawnictwa Trefl, której fabuła opiera się na pościgu
grupy szalonych naukowców za potworami, które uciekły z ich laboratorium aby
pozwiedzać okoliczne miasteczko. Twórcy gry, w oryginalny sposób, wykorzystali
w niej nowatorskie rozwiązanie AR (Augmented Reality – rzeczywistość
rozszerzona). Dzięki temu udało się połączyć zalety klasycznej gry planszowej z
możliwościami jakie oferują urządzenia mobilne.







































