Labyrinth: Ścieżki Przeznaczenia to rewelacyjna kontynuacja gry nagrodzonej „Wyróżnieniem Graczy” w 2012 roku. Każda rozgrywka jest unikalnym starciem,
w którym epickie postacie bohaterów używają swoich potężnych mocy,
zdobywają magiczne artefakty i kreują za każdym razem inny, unikalny
wygląd labiryntu, pragnąć zdobyć upragnioną… nieśmiertelność!
Nasze spotkanie z grą "Loch Ness" było nietypowe - jak na nas - bowiem pozycja ta nie zagościła na naszej półce. Kupiliśmy ją w formie prezentu dla młodszego brata i był to wybór trochę w ciemno, bo nie zasięgaliśmy opinii w sieci. Skusiło nas fajne pudełko, całkiem przystępna cena i ciekawy pomysł. Od czasu zakupu gry rozegraliśmy dość sporo partii, zatem zdecydowaliśmy się napisać krótką recenzję, co by przekazać czytelnikom naszą opinię i zachęcić, bądź też zniechęcić do zakupu. Zapraszamy do dalszej lektury, żeby sprawdzić czy warto postawić tę grę na swojej półce.
Jak się siedzi nad recenzją od ponad godziny i nie można wypocić więcej niż kilkunastu zdań, a bezdenna czeluść internetu wzywa co rusz, ale nie ma tam tak naprawdę nic ciekawego, to... Człowiekowi różne rzeczy do głowy przychodzą. Ot, na przykład spisanie kilku spostrzeżeń i zachowań ludzi, które przez te kilka lat buszowania po blogosferze zalazły mocno za skórę i jakoś nie było okazji się tym wcześniej podzielić. Ciekawe czy zgadzacie się z tymi 5 grzechami głównymi blogerów, a może dorzucicie do puli jakieś dodatkowe atrakcje, których byliście świadkiem i doprowadziły was do szewskiej pasji lub chociaż mocno zniesmaczyły?
Po "Dziesięć płytkich oddechów" sięgnęłam całkowicie spontanicznie, nie wiedząc w ogóle o czym jest ta książka i nie znając opinii innych czytelników. Okazało się, że był to całkiem niezły pomysł, gdyż cała fabuła była dla mnie nieznana, więc czerpałam z tej książki dużo więcej przyjemności. Głowę miałam całkowicie "czystą" i nie latały mi po niej opinie innych czytelników, które - jak teraz widzę - są bardzo różne. Dzięki temu nie pokładałam wielkich nadziei w tej lekturze, ani nie byłam sceptycznie nastawiona. Po prostu ją czytałam. Dla samej siebie.
"Przeznaczeni" to niepozorna książka o miłości, która przedstawia niezwykłą, trochę z pogranicza sci-fi, historię o dwójce młodych ludzi. Poppy zawzięcie broni stanowiska niezależnej feministki, której żaden mężczyzna nie jest potrzebny do szczęścia, a przynajmniej jeszcze nie teraz. W swoim postanowieniu udało się jej wytrzymać bardzo długo, jednak w chwili, gdy zobaczyła "jego", to dosłownie zwaliło ją z nóg. Tak właśnie Poppy wpadła w bezlitosne sidła miłości i rozpoczęła się jedna z najtragiczniejszych historia miłosnych XXI w.
Świat, który znamy przestał istnieć. Wojna Siedmiu Faz przemieniła Ziemię w istne pobojowisko. Skażone gleby, woda i liczne mutacje to tylko niewielka część zmian, jaka nastąpiła na naszej planecie. Ci, co przeżyli od dawna starają się odwrócić katastroficzne skutki i przywrócić Ziemi jej dawną formę. W tym celu zakładane są kolonie, gdzie najlepsi, absolwenci studiów, prowadzą to priorytetowe przedsięwzięcie.
Cześć! Dziś mamy dla was konkurs, w którym możecie zgarnąć książkę "Testy" autorstwa Joelle Charbonneau. Praktycznie każdego dnia jesteśmy poddawani przeróżnym testom, czy to tym w szkole, na uczelni, w pracy, czy nawet w gronie znajomych. Do wielu testów potrzebny jest tylko długopis. Są też takie, które mają wpływ na postrzeganie nas przez inne osoby, ale nie zapominajmy o testach, które przechodzimy nawet nic o tym nie wiedząc...
Od lipca nie było stosika prezentującego moje nabytki. Przez te kilka miesięcy sporo ciekawych pozycji do mnie trafiło i już zdążyło się rozgościć na moich półkach. Recenzję praktycznie wszystkich tych pozycji zostały już opublikowane na stronie, także jeśli czegoś jesteście ciekawi to zapraszam do zapoznania się z moją opinią :)
"Losing Hope" to historia znana czytelnikom z "Hopeless", jednak tym razem przedstawiona z punktu widzenia nie Hope, ale Deana Holdera. Z początku - na długo przed sięgnięciem po tę książkę - myślałam, że taki zabieg jest bezsensowny. Że to tylko kolejny sposób napełnienia kieszeni autorce. "Hopeless" wśród czytelników przyjęło się znakomicie, a dla mnie osobiście jest to najlepsza książka, jaką miałam przyjemność czytać w 2014 roku, więc jaka nie byłaby kolejna część, to i tak bym po nią sięgnęła. Ku mojemu zaskoczeniu, okazało się, że "Losing Hope" jest zupełnie inne, niż sobie wyobrażałam...

Po "Krwawym szlaku", który niesamowicie mi się spodobał, z niecierpliwością czekałam na kontynuację "Kronik Czerwonej Pustyni", historii Saby. Gdy tylko "Dzikie serce" do mnie trafiło, byłam niezmiernie podekscytowana, gdyż poprzedni tom naprawdę zrobił na mnie ogromne wrażenie. Zatem miałam nadzieję na "powtórkę z rozrywki" i kolejne pełne napięcia akcje.
"Potwory w Tokio" były naszą "Grą roku 2014", jeszcze zanim faktycznie uzyskały ten tytuł. Po prostu nie mogło być inaczej. Pierwszy raz natrafiliśmy na nią podczas Gdyńskiego Festiwalu GRAMY w 2014 roku i już od pierwszej rozgrywki, która - jak sobie ją teraz przypominamy - była totalną amatorszczyzną, stała się naszą ulubioną grą. Od kiedy "Potwory w Tokio" zamieszkały razem z nami, są nieodłącznym elementem spotkań ze znajomymi, którzy, tak jak i my, bardzo polubili tę grę.
W zasadzie to nigdy nie czytam książek o popularnych ludziach, bo tego typu publikację nie potrafią mnie zainteresować. Jednak jeśli chodzi o Leę, to sprawa wygląda zupełnie inaczej. W chwili, gdy zobaczyłam tę pozycję w zapowiedziach wydawnictwa Feeria wiedziałam, że muszę się z nią zapoznać. Leę Michele znam z jednego z moich ulubionych seriali "Glee". Od początku odgrywała w nim znaczącą rolę, ambitnej i jednocześnie odrobinę irytującej Rachel Berry. Z czasem jej postać bardzo się rozwinęła i Lea stała się prawdziwą gwiazdą "Glee".


















