Nie mogę powiedzieć, że Trudi Canavan znam bardzo dobrze. Oczywiście mam na myśli płaszczyznę czytelnik - autorka. Trzeba jednak przyznać, że Canavan z biegiem lat urosła w Polsce do bardzo rozpoznawalnej i poczytnej pisarki, głównie w kręgach młodzieży zainteresowanej fantastyką. Nic zatem dziwnego, że niedawno wyszła jej następna powieść zatytułowana "Złodziejska magia", która jest wstępem do kolejnej trylogii.
Do tej pory czytałem jedynie (albo aż, bo to potężne tomiska były) jej "Trylogię Czarnego Maga" [klik po recenzje] i po lekturze "Złodziejskiej magii" muszę przyznać, że Canavan powiela dość sporo schematów, które sama już wykreowała. Jej najnowsza książka opowiada o losach dwójki młodych bohaterów, którzy żyją w światach przesiąkniętych magią i wpadają w coraz większe tarapaty. Na pewno nie jest to nic wybitnie oryginalnego, jednak zapraszam do dalszej części recenzji, jeśli chcecie poznać więcej szczegółów.
Do tej pory czytałem jedynie (albo aż, bo to potężne tomiska były) jej "Trylogię Czarnego Maga" [klik po recenzje] i po lekturze "Złodziejskiej magii" muszę przyznać, że Canavan powiela dość sporo schematów, które sama już wykreowała. Jej najnowsza książka opowiada o losach dwójki młodych bohaterów, którzy żyją w światach przesiąkniętych magią i wpadają w coraz większe tarapaty. Na pewno nie jest to nic wybitnie oryginalnego, jednak zapraszam do dalszej części recenzji, jeśli chcecie poznać więcej szczegółów.



